„Dzieci uczą się języków tak szybko, a ja chyba jestem już za stara”.
Jeśli kiedykolwiek przeszła Ci przez głowę taka myśl, nie jesteś sama. Wiele dorosłych osób ma poczucie, że najlepszy moment na naukę języka już minął. Patrzymy na dzieci, które bez skrępowania powtarzają nowe słowa, łapią zwroty z bajek albo piosenek, i wydaje nam się, że mają jakąś naturalną łatwość, której my już nie mamy.
Tylko że to porównanie bywa bardzo niesprawiedliwe.
To prawda, że dorosły nie uczy się języka dokładnie tak samo jak dziecko. Ale to nie znaczy, że uczy się gorzej – uczy się inaczej.
Skąd bierze się przekonanie, że dzieci uczą się języków szybciej?
W tym przekonaniu jest ziarno prawdy. Dzieci rzeczywiście mają pewne przewagi.
Często mają sporo kontaktu z angielskim „przy okazji” – przez gry wideo, piosenki, czy krótkie filmiki w internecie. Czasem po prostu powtarzają zasłyszaną frazę czy refren – mogą nawet nie wiedzieć co on konkretnie oznacza, ale oswajają się z językiem bez poczucia, że właśnie siedzą nad lekcją.
Małe dzieci nie słyszą też jeszcze tak wyraźnie głosu swojego wewnętrznego krytyka. Jeśli powiedzą coś niepoprawnie, nie przeżywają tego jako życiowej porażki. Potrafią przekręcać słowa i mówić mimo błędów. A to w nauce języka jest ogromnie ważne.
Ale ta dziecięca swoboda trwa krócej, niż myślisz. Kiedy dzieci wchodzą w okres dojrzewania, bardzo często pojawia się większa samoświadomość, porównywanie się z innymi i lęk przed oceną. W swojej pracy z młodzieżą obserwowałam to wiele razy. Kiedy pracowałam z uczennicami w wieku licealnym, nawet u piętnastolatek widziałam blokadę bardzo podobną do tej, którą często mają dorosłe kobiety. To samo potwierdzają badania naukowe – na przykład w badaniu przeprowadzonym przez Tuncel i współautorów (2020) zaobserwowano lęk językowy już u trzynastolatek.
Dlatego nie powiedziałabym, że dzieci przyswajają języki obce z większą łatwością, tylko że na różnych etapach życia mamy inne mocne strony.
Warto też pamiętać, że dzieci nie uczą się magicznie. One również potrzebują ogromnej liczby powtórek. Rzeczywiście potrafią szybko „złapać” nowe słowo, ale równie szybko je zapominają. Każdy, kto kiedykolwiek pracował z dziećmi, wie, że słowo poznane w poniedziałek może w czwartek zniknąć bez śladu, jeśli po drodze nie zostało użyte kilka razy.
To, co z zewnątrz wygląda jak naturalny talent, bardzo często jest po prostu efektem kontaktu z językiem, powtarzania i używania go w różnych kontekstach.
Co naprawdę utrudnia dorosłym naukę języka?
Kiedy dorosła osoba mówi: „Jestem za stara na angielski”, bardzo często nie chodzi tylko o wiek. Czasem pod tym zdaniem kryje się coś dużo głębszego:
- „Próbowałam już kilka razy i znowu mi nie wyszło”,
- „Mam wrażenie, że wszyscy inni mówią lepiej ode mnie”,
- „Nie mam już takiej pamięci jak kiedyś”,
- „Nie mam czasu, siły ani głowy do kolejnych lekcji”.
I to są bardzo realne przeszkody. Tylko nie wszystkie wynikają z wieku.
Dorosłym często przeszkadza zmęczenie, nieregularność, nadmiar obowiązków i wcześniejsze szkolne doświadczenia. Do tego dochodzi często perfekcjonizm. Dorosły człowiek nie chce brzmieć jak początkujący. Nie lubimy czuć się nieporadnie, zwłaszcza jeśli w innych obszarach życia jesteśmy kompetentne, odpowiedzialne i samodzielne.
I tu właśnie pojawia się pułapka.
Dziecko może powiedzieć coś błędnie, niepełnym zdaniem, z dziwną wymową – i po prostu mówi dalej. Dorosły często zatrzymuje się, zanim w ogóle zacznie. W głowie pojawia się szybka kontrola jakości: „Czy to jest poprawne? Czy używam dobrego czasu? Czy dobrze wymawiam?”.
W efekcie problemem nie zawsze jest to, że dorosły „nie umie”. Czasem problemem jest to, że za bardzo pilnuje siebie, zanim da sobie szansę spróbować.
Badania nad wiekiem i nauką języka pokazują, że wiek ma większe znaczenie, jeśli mówimy o osiągnięciu poziomu bardzo zbliżonego do native speakera. Ale to nie oznacza, że dorosły nie może nauczyć się swobodnie komunikować. To są dwie różne rzeczy.
Celem większości dorosłych osób nie jest przecież mówienie jak ktoś, kto od urodzenia mieszka w Londynie albo Nowym Jorku. Celem jest często coś dużo bardziej praktycznego: zamówić jedzenie na wakacjach, dogadać się z zięciem z zagranicy, odpowiedzieć na pytanie turysty czy załatwić po angielsku sprawę z klientem.
A tego można się nauczyć w każdym wieku.
Jakie przewagi ma dorosły uczeń?
Dorosły nie ma już dziecięcej beztroski. Ale ma coś innego: doświadczenie, świadomość, większą zdolność zauważania schematów i możliwość uczenia się celowo.
Dorosła osoba często dużo lepiej rozumie, po co czegoś się uczy. Potrafi zauważyć, że nie potrzebuje całej gramatyki naraz ani przypadkowej listy słówek. Może świadomie wybrać to, co jest jej naprawdę potrzebne, zrobić notatki i wrócić do materiału. Może również zauważyć, że jakieś zdanie przyda jej się w konkretnej sytuacji. To jest ogromna przewaga.
Dziecko może szybko zapamiętać słowo „breakfast”, ale równie szybko je zapomnieć. Dorosły może od razu zobaczyć, do czego to słowo mu się przyda. Może nauczyć się prostego zdania do użycia w hotelu, np: „Is breakfast included?” I łatwo zrozumie, że takie zdanie jest bardziej użyteczne niż samo pojedyncze słówko.
Dorosły uczeń często potrafi też lepiej korzystać z wyjaśnień. Nie trzeba mu wszystkiego podawać wyłącznie przez zabawę, obrazki i intuicję. Można pokazać mu zasadę czy schemat, z którego później świadomie skorzysta.
Nie gorzej. Inaczej.
Wróćmy do pytania z tytułu: czy dorośli naprawdę uczą się języków obcych gorzej niż dzieci?
Największa zmiana zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy porównywać dorosłego ucznia do dziecka. Bo dorosły nie ma już dziecięcej beztroski czy dużej ilości wolnego czasu, ale ma mocną przewagę w podejściu do nauki. Dlatego pytanie „Czy jestem za stara na angielski?” nie jest najlepszym pytaniem. Warto raczej zapytać siebie, czy uczę się w sposób, który pasuje do dorosłej osoby: świadomy i spokojny – biorąc pod uwagę swoje życie, doświadczenie i tempo.
